|
Archiwum
Zakładki:
POLECAM
Spis treści
|
Blog pełen przepisów i zdjęć. Gotuję bo kocham.
Po nocy dla siebie, żeby odreagować stres.
W ciągu dnia dla dwóch córek i często razem z nimi. Zapraszam.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Taka kolacja w kategorii "cos z niczego"... Wróciłam do domu strasznie głodna. Zawartość mojej lodówki ostatnio nie rzuca na kolana... To co mam w domu ZAWSZE to śmietana i kluski... a tym razem miałam jeszcze mrożone prawdziwki i pół pieczonej dzień wcześniej polędwiczki wieprzowej.
Więc wykombinowałam kolację: SKŁADNIKI (na 2 osoby) - 1/2 upieczonej w folii polędwiczki wieprzowej (przed pieczeniem zamarynowanej w rozmarynie, oregano, czosnku, oliwie, soli i pieprzu) - opakowanie mrożonych prawdziwków (ok 400 gr) - garsc makaronu spaghetti (wolałabym tagiatelle - ale akurat nie miałam w domu) - 3 szalotki - 3 ząbki czosnku - 3 łyżki masła - 3 łyżki oliwy - 4 łyżki śmietany - gałązka rozmarynu - sól i świeżo mielony pieprz (duuużo :) Najpierw krótko o pieczeniu polędwiczki - dzień wcześniej połozyłam ją w naczyniu żaroodpornym na arkuszu srebrnej folii.
Zalałam marynatą (którą wcześniej utłukłam w moździerzu)
i zawinęłam szczelnie w folię. Piekłam 2 godziny w 180 oC. Do mojego spagetti - wzięłam pół takiej polędwiczki i pokroiłam w 3 mm plastry... Zaczynam od wstawienia wody na makaron. Robienie sosu zajmuje max 20 minut. Potem na patelnię wrzucam masło i oliwę. Czekam aż masło sie rozpuści. Wrzucam na rozgrzaną patelnię posiekane szalotki i czosnek Gdy trochę zmiękną - dodaję całe grzyby (nie rozmrażam ich wcześniej ale też nie męczę sie z krojeniem ich. Zrobię to poźniej jak zmiękną ) Gdy grzyby troszkę się rozmrożą dorzucam na patelnię polędwiczki.
Chcę żeby smaki się przegryzły a sos który za chwilę wzbogacę smietaną był bardzo aromatyczny... Mieszam i smażę na niedużym ogniu aż grzyby zmiękną a polędwiczka się zagrzeje. Gdy grzyby są miękkie te największe wyciągam i kroje w grube plastry. Wrzucam z powrotem na patelnie i dodaję kilka listków świeżego rozmarynu.
(miej więcej teraz woda na makaron powinna wrzeć, więc wrzucam do niej kluski "w międzyczasie") W kubeczku rozrabiam 4 łyżki śmietany, porządną szyptę soli i dużo świeżo mielonego pieprzu. Dolewam do patelni i mieszam, solę i pieprzę do smaku.
Duszę jeszcze 5 minut. (a wlaściwie to trzymam sos na przykrytej patelni aż makaron będzie gotowy. odsączony i wyłożony na talerze :) Na ułożony na talerzach makaron wykładam porządną porcję grzybów i mięsa. Polewam sosem i dekoruję bazylia.
Może na zdjęciu wygląda przepodle :) ale było pyszne. Aromatyczne, pachnące grzybami smażonymi na maśle i rozmarynem... m
sobota, 07 kwietnia 2012
Nasze weekendowe sniadanie... Specjalnie zrobiłam je w wersji niesłodkiej, bo moje córeczki uwielbiają posypywać swoje placki cukrem pudrem. (czyt.; każdy placek musi przejść procedurę posypywania jakieś 8 razy .... )
SKŁADNIKI - duży kefir (ok. 350 gr) - 4 jajka "zerówki" lub "jedynki" - 1 i 1/4 szklanki mąki - 2 łyżki cukru (jeśli chcesz zeby placki nie były słodkie i żeby wyczuwalny w nich był kefir... - jeśli chcesz sniadanie naprawdę na słodko - wsyp 4 albo nawet 6 łyżek) - garść suszonych śliwek - łyżeczka mielonego cynamonu - łyżka masła
Zaczynam od posiekania śliwek na mniejsze kawałki i zalania ich wrzątkiem. Chcę żeby były bardzo miękkie.
W drugim kroku topię masło. Wrzucam je do szklanki a tę umieszczam w kubku z wrzątkiem. Zanim zrobie ciasto - masło spokojnie się rozpuści...
Do dużej miski wbijam 4 jaja
wlewam kefir
Mieszam i dosypuję suche: mąkę, cukier, cynamon.
Mieszam niedokładnie. Na samym końcu wlewam roztopione masło i dodaję odciśnięte w garści śliwki.
Delikatnie mieszam po raz ostatni. Rozgrzewam patelnię i wykładam kilkucentymetrowe plackuszki...
Gdy na powierzchni placków pojawią sie bąbelki - można je odwrócić... Odwrócone wyglądają tak że raczej ciężko się opanować i nie jeść prosto z patelni...
Podaję na ciepło, ale jeśli trochę cudem zostanie - zabieramy je w pudełku na nasze wypady na plac zabaw :)
smacznego :) m.
sobota, 24 marca 2012
Moje córki kochają kluchy... najchętniej jadłyby je codziennie polane smietaną i posypane cukrem.
Kluski z jabłuszkami są lekkie, smaczne i nadają się zarówno na śniadanie jak i na kolację.
SKŁADNIKI: - pół szklanki musu jabłkowego (może być gotowy mus ze słoika - bobowita lub gerber / może być uduszone w odrobinie wody pokrojone na małe kawałki jabłuszko / a może być po prostu świeże jabłuszko - starte na drobnej tarce )
- szklanka mąki - 2 jajka "zerówki" lub "jedynki"
DO PODANIA (albo do wyboru / albo wszystkiego po trochu :) - łyżeczka masła - 2 łyżki musu jabłkowego - szczypta cynamonu - śmietana - łyżka cukru
Ciasto na kluseczki robi się blyskawicznie - dlatego zaczynam od tego że w garnku zagotowuję wodę (duuużo).
Do miski wrzucam wszystkie składniki klusek
i dokładnie mieszam... Łyżką stołową nabieram nieduże, podłużne porcje ciasta i zrzucam do wrzącej wody
Gotuję kilka minut - aż zrobią się jaśniejsze i podwoją swoją objętość...
Postrzępione gorące kluseczki wyciągam łyżką cedzakową i wkładam do małych mieseczek... Podaję z dodatkami wybranymi przez moje córeczki. Dzisiaj były z masłem. cukrem i dodatkowym musem jabłkowym.... One jedzą a ja piszę.... klusek już nie ma... miałam napisać że podane składniki są na 3 porcje... ale jednak są na 2... :p
sobota, 17 marca 2012
Przepych... to jest słowo, które idealnie oddaje charakter tego ciasta. Są takie desery w których ta najpyszniejsza część jest najmniejsza i ma się ochotę zostawić spód i wylizać tylko krem z wierzchu... w tym.... to co najlepsze jest w ogromnej ilosci.... I można sobie wierzyć lub nie ale sama zjadłam całe....
Składniki: Spód - kruche ciasto: - 4 żółtka - kostka masła - szczypta cukru - mąka - tyle zeby się zagniotło (2-3 szklanki)
Masa makowa - 500 gram namoczonego przez noc maku - 100 gr kandyzowanej skórki pomarańczowej - 100 gr migdałów - 100 gr orzechów laskowych - 100 gr żurawiny suszonej - 125 ml miodu (lipowy lub wielokwiatowy) - 60 ml likieru amaretto - 2 ubite na sztywną pianę białka
Masa serowa - 350 gr trzykrotnie mielonego sera - 2 całe jajka - jedno żółtko - 100 gr cukru pudru - sok i skórka z 1 pomarańczy
MAK: - moczę przez noc a potem porządnie mielę. NIe mam maszynki do mięsa - więc robię to w zwykłym mikserze. Przerzucam mak do dużej miski. Miksuję orzechy i migdały.
Powinny byc dobrze rozdrobnione - ale nie zamienić się w maczkę.
Dorzucam je do miski z makiem. Dodaję tam też skórkę pomarańczową (jedną łyżeczkę skórki można odsypać do dekoracji ciasta) i rodzynki. Gdy w misce mam już wszystkie bakalie dolewam do masy 125 ml miodu
mieszam i dodaję amaretto
Ubijam białka na szytwną pianę
Dolewam do maku
i bardzo delikatnie mieszam - masa makowa nabierze cudownej lekkości...
Masa makowa jest gotowa... zabieram się za serową. Jest banalnie prosta bo "jednogarnkowa" Wszystkie składniki masy serowej po koleji wrzucam do miksera. Najpierw ser
potem jajka
na końcu cukier puder, sok i skórkę z pomarańczy...
Miksuję... i robię kruchy spód. Zagniatam wszystkie składniki - na początek biorę mniej mąki i stopniowo dosypuję aż ciasto będzie elastyczne i zacznie ładnie odchodzić od dłoni... Wykładam ciastem tortownicę.
Nakłuwam cisto widelcem i przyciskam do brzegów. Ciasto powinno pokywać tortownicę niemal do pełnej jej wysokości...
Na tak przygotowane ciasto wykładam masę makową na to wylewam mase serową
i wstawiam na godzinę do pieca nagrzanego do 180oC.
pozwalam mu wystygnąć i dopiero wtedy otwieram obręcz pozostawiając ciasto na spodzie tortownicy... Przystrajam kandyzowaną skórką z pomarańczy. Miałam też złoty cukier (kupiłam kiedyś do czekoladowych muffinek) i też posypałam ciasto. Wyglądało cudownie a smakowało jeszcze lepiej....
Przyszło mi też do głowy że dla miłośników sernika - niezłe byłoby odwrócenie proporcji - centymetrowa warstwa maku i dopełnienie pomarańczowym sernikiem....
Cala słodycz tego ciasta to tylko 10 dkg cukru purdu w serniku (ale złagodzone sokiem z pomarańczy) i odrobina miodu w masie makowej (trochę słodkie są też żurawiny i skórka z pomarańczy) więc ten deser jest raczej mało słodki... a to sprawa ze można go zjeść naprawde duuuużo :p
poniedziałek, 12 marca 2012
To jest mój nieśmiertelny deser znaleziony w książce "Nigella gryzie" Nigelli Lawson. Na pierwszy rzut oka wydaje się być trudny (szczególnie jak się spojrzy na 7 obrazkową opowieść o przygotowywaniu blachy... :) ale prawda jest taka - że przed włożeniem go do pieca potrzebuję max 15 minut żeby go przygotować.... potem już tylko czekam aż się upiecze i schłodzi... UWIELBIAM GO...
SKŁADNIKI CZEKOLADOWY SPÓD 200 gr ciastek czekoladowych (prostych jak tylko się da: Łakotki są ok. ale każde inne bez warstwy czekolady też. Jeśli nie uda mi się dostać czekoladowych - biorę maślane i dodaję do nich łyżeczkę gorzkiego kakao) 75 gr miękkiego masła płaska łyżeczka gorzkiego kakao (zawsze - żeby spód był jeszcze bardziej czekoladowy :) LIMONKOWY SERNIK 750 gram mielonego białego sera 4 jaja "zerówki" 2 żółtka "zerówki" 200 gr cukru pudru sok z 4 limonek
Do pieczenia koniecznie: - tortownica z odpinanym dnem - folia aluminiowa do pieczenia (najlepiej taka max mocna :) - ok 2 litrów wrzątku - dodatkowa duża blacha do pieca o przynajmniej 2 cm wysokości (na której postawimy tortownicę)
Zaczynam od spodu: do malaksera wrzucam ciastka i kakao. Miksuję na "mączkę"
Dodaję masło (z miękkim można szybciej dojść do porządanego efektu. Ale jeśli będzie prosto z lodówki - wystarczy dłużej je miksować.
miksuję - chwilę - az masło połączy się z ciastkami tworząc "ciasto"
Teraz zabieram sie za przygotowanie tortownicy (oczywicie można to zrobic wcześniej - ale ja z przyzwyczajenia zawsze robię tak "po koleji"....
Uwywam sobie 4 rowne kawałki folii aluminiowej - powinny być ze 3 razy dłuże od tortownicy. Pierwsze 2 kawałki ukladam na stole na krzyż:
na środku krzyża kładę spód tortownicy
Na tej kostrukcji - jeszcze jeden krzyż z folii aluminiowej - pod kątem w stosunku do pierwszego:
Na tak przygotowanym spodzie - zapinam obręcz
trzeba to zrobić bardzo dokładnie - podnieśc i sprawdzic czy obręcz nie wypada. Ma sie mocno trzymać i gwarantować że woda w trakcie pieczenia nie dostanie się do środka formy. Kilkukrotnie zaginam boki folii
aż dookoła utworzy się trwały - zabezpieczający ciasto rant:
Wysypuję do formy ciasto czekoladowe przygotowane przed chwilą
i rozprowadzam je łyżeczką równomiernie po całym dnie Wstawiam spód do lodówki żeby masło stężało... i zabieram sie za masę serową. Potrzebuję dużą miskę. Wrzucam do niej cały ser: lekko miksuję i dodaję 4 jajka, 2 żółtka i cukier puder
znowu miksuję na zupełnie gładką masę... [na tym etapie zagotowuję cały czajnik wody - za chwilę będę piekła i potrzebuje ok 2 l wrzątku. Nagrzewam też piec do 180oC] Wyciskam sok z 4 limonek (to jest najprzyjemniejsze w całym tym przepisie.... uwielbiam ten zapach....)
Dolewam sok do masy serowo-jajecznej i znowu miksuję... Masa będzie bardzo wodnista.... za każdym razem się zastanawiam jak to możliwe że ona się ścina.. jeśli na tym etapie tak płynie. I zawsze się idealnie ścina. Wiec no stress - tak ma byc. Gotową masę wylewam na wczesniej przygotowany spód
Wstawiam sernik do pieca na blachę
na tym zdjęciu słaaaabo to widać- ale na blachę - gdy wstawię już sernik - delikatnie wlewam wrzątek. Powinien zakryć tortownicę conajmniej do połowy jej wysokości. Zamykam piec i nastawiam timer na 50 minut. Sernik urośnie i zrumieni się... Jeśli mam wątpliwości czy jest gotowy a nie jest jeszcze skrajnie ciemny - wydłużam czas do 55 min. Nigdy nie zdażyło mi sie piec go dłuzej. Nawet jeśli popęka to w trakcie stygnięcia "usiądzie" i większość pęknięć zniknie... Posypuję go świeżo startą skórką z limonki. Tuż przed podaniem można go skropić również sokiem limonkowym lub posypać pokruszoną czekoladą... co kto lubi :) Gdy wystygnie - wstawiam do lodówki. W oryginalnym przepisie jest napisane zeby wyjmować sernik z lodówki na 2o minut przed podaniem. A ja lubie taki zimny - wiec się nie stosuję do tej rady....
ps. tym razem zrobiłam tez serniki w małych foremkach do tarteletek. Zrobiłam jeden błąd - czekoladowy spód był zbyt obfity a sera wlałam zbyt mało.. i sernik z tarteletek wykipiał brudząc piec i pozostawiając w foremkach namiastę sernika. Następnym razem dam cieniusieńki spód a serem wypełnie je do max. 2/3 wysokości i będzie bosko :)
p.s. Bardzo lubię serwować moim gościom desery w małych, jednoosobowych porcjach. Tak samo czasem przygotowuję śliwki pod kruszonką.
wtorek, 28 lutego 2012
Jestem totalną fanką pieczenia "wędlin" w domu. Kanapka z upieczoną piersią z indyka, z karkówką czy właśnie ze schabem nie ma sobie równych... I naprawdę nie ma takiego sklepu gdzie sprzedawaliby coś co będzie smaczniejsze... (nawet jeśli sklep jest "super eko" a kupowana wędlina kosztuje ponad 50 pln za kg)
W zależności od tego na co mam melodię: albo piekę schab, który będzie głównie na kanapki (i tak zrobiłam dzisiaj) albo trzymam go w piecu dłużej, kroje w grube plastry i podaję na obiad - wykorzystując jako sos to co wytopi sie w trakcie pieczenia ze schabu i śliwek.... W wersji przystawkowej schab kroję w cienkie plasterki, zwijam w ruloniki, przekuwam wykałaczkami i wrzucam każdy rulon do małego kieliszka od wódki... wyglądają intrygująco (uwielbiam jedzenie w takich małych "jednoporcjach") i skutecznie pobudzają apetyt na więcej...
SKŁADNIKI: kilogramowy kawałek schabu bez kości 200 gram śliwek suszonych bio (niesiarkowanych, miękkich i jędrnych, bez pestek) do pieczenia: pół szklanki wody
MARYNATA: 5-6 ząbków czosnku kilka łyżek dobrej jakosci oliwy 2 gałązki świeżego rozmarynu łyżeczka soli morskiej szczypta świeżo mielonego pieprzu szczypta czerwonego pieprzu w ziarnach, szczypta suszonych płatków chilli (można dać jeszcze łyżkę suszonego lub świeżego majeranku)
Schab myje w chłodnej wodzie i układam na desce do krojenia
Wybieram nóż - musi być wystarczająco dlugi, żeby przeszedł przez całą długość schabu, mieć ostry koniec - żeby łatwo go było wbic w mięso i dość regularne ostrze (nie może sie zwężać przez całą długość mocno ku końcowi) - chodzi o to żeby dziurka na sliwki była z każdej strony mniej więcej taka sama :) Ostrze noża wbijam w środek mięsa i powoli i ostroznie naciskam aż nóż pojawi się z drugiej strony.
Przygotowuję sliwki, schab stawiam pionowo
i nadziewam mięso po koleji upychając śliwki w mięsie. Gdy z jednej strony mam wrażenie ze więcej śliwek nie uda mi się już włożyć - odwracam schab do góry nogami i uzupełniam sliwki z drugiej strony. "Nadziany" schab z obu stron wygląda tak:
Wrzucam mięso do naczynia żaroodpornego i dosypuję do niego pozostałe śliwki. Czas na marynatę: Do moździerza wrzucam wszystkie składniki marynaty (ząbki czosnku wcześniej obieram i kroję na niedbale)
Wytrwale (i z nieukrywaną przyjemnością) tłukę zawartość możdzierza aż rozmaryn, sól, pieprz i oliwa - się połączą. Czosnek może pozostać w większych kawałkach.
Dokładnie i z każdej strony maruje mięso aromatyczną marynatą:
Zawijam naczynie folią spożywczą
i wstawiam do lodówki na minimum 12 godzin
(ja najczęsciej jednego dnia wieczorem marynuję a nastęnego wieczorem piekę :)
Nastepnego dnia - rozpakowuję schab z folii, wlewam do naczynia pół szklanki wody, przykrywam pokrywką i wstawiam do nagrzanego do 180oC pieca na mniej więcej 2 godziny (to jest wersja kanapkowo / przystawkowa - czyli bardziej jędrna...). W przypadku gdy chce podać schab na obiad - wydłużam czas pieczenia o max godzinę albo (ale tylko jeśli bardzo mi się spieszy) podnoszę temperaturę do 200oC Szczerze mówiąc - miałam problem zeby wybrać, które zdjęcie upieczonego schabu umieść na blogu - wiec zamieszczam wszystkie :p
czwartek, 23 lutego 2012
W niedziele gdy czasu jest trochę więcej bawie się w takie cuda. Smakują trochę jak pączki.... pachną pomarańczami i zdecydowanie za szybko się kończą....
Składniki: chałka lub ciasto drożdżowe 3 jajka skórka i sok z 1 pomarańczy 1/4 szklanki mleka szczypta cynamonu cukier puder łyżka miodu masło do smażenia (1/4 kostki)
Zaczynam od wbicia do miski 3 jajek Do jajek dodaję skórkę z całej pomarańczy i sok z połowy, mleko i cynamon
Dokładnie mieszam. Chałkę lub drożdzowe ciasto (może być trochę czerstwe) kroję w grube kromki.
Na patelni rozgrzewam masło
Każdą kromkę moczę w jajkach
i wrzucam na patelnię
smażę z obu stron aż będą złociste - wyjmuję na moment na papierowy ręcznik (żeby wchłonął nadmiar tłuszczu) i przekładam na talerze. Z łyżki miodu i soku z połowy pomarańczy przygotowuję sos i polewam nim tosty. Później juz tylko dziewczynki posypują je cukrem pudrem..
i jedzą tak długo aż wszystkie znikną z talerza. Na 3 dziewczny (jedna duża i dwie malutkie :) przygotowałam tosty z jednej chałki.... (oraz robi sie niebezpiecznie. Zrobiłam te tosty w niedziele ale nie miałam czasu żeby wrzucić przepis na bloga.... zrobiłam to teraz... jest wpół do pierwszej a ja mam w domu cudowną chałkę... i jajka i mleko i pomarańcze...)
czwartek, 09 lutego 2012
Nie mogłabym życ bez makaronu (bez masła i śmietany zresztą też :) wiec ten przepis to marzenie... żeby go przygotować wystarczy 20 minut. Czyli niewiele więcej czasu niż zajmuje zagotowanie makaronu.
SKŁADNIKI 2 garście kurek (o tej porze roku niestety do wyboru są tylko mrożone - ale też dają radę) odrobina oleju 1/4 kostki masła 5 łyżek śmietany cebula ząbek czosnku pieprz, sól do smaku plaster gorgonzoli (lub innego pleśniowego sera. moze być nawet LAZUR) Garsć makaronu bucatini (to takie grube spagetti z dziurką w środku :) ale jak to będzie tagiatelle czy nawet farfalle/kokardki też będzie pięknie...) kilka listków natki pietruszki
Zaczynam od wstawienia wody na makaron i wyjęcia z zamrażarki kurek. Wrzucam je na sitko i przelewam letnią wodą z kranu. Zależy mi na tym żeby się powoli i delikatnie rozmroziły ale też żeby były porzadnie wypłukane z piachu - jeśli taki jakimś cudem znalazł się w torebce... Cebulę i czosnek siekam niedbale.
wrzucam na dużą patelnię na której rozgrzałam odrobinę oleju. Solę i mieszam aż cebula i czosnek będą pięknie pachnieć i zeszklą się, ale nie specjalnie zrumienią.
Dodaję na patelnie masło a gdy się rozpuszcza - dorzucam kurki...
Mieszam, doprawiam solą i pieprzem i smażę jakieś 10 minut. Gdy jest gotowe do jedzenia (miękkie, lekko zrumienione i pyszne) - zaprawiam kilkoma łyżkami śmietany.
Dosypuję pokruszony ser i podgrzewam jeszcze przez chwilę żeby smaki się przegryzły. Może to zdjęcie nie jest mistrzostwem świata, ale smak tego sosu jest dla mnie poezją. W tym czasie makaron powinien być idealnie ugotowany, odcedzam go i wrzucam na patelnie... mieszam porządnie, posypuje posiekaną natką pietruszki i wykładam na talerze... mhmm....
niedziela, 05 lutego 2012
To własciwie taki substytut fasolki po bretońsku - bo zamiast dłuuuugo moczonego i dłuuuuugo gotowanego "JASIA" wzięłam fasolę z puszki. A to naprawde robi różnice. Ale miałam tak nieprawdopodobną ochotę żeby już natychmiast ją mieć, że nie mialam wyboru... i mimo, że wolę taką prawdziwą - ta mnie zaspokoiła... Podaję więc przepis na tę kompromisową, szybką wersję...
SKŁADNIKI: 20 cm. kawałek kiełbasy dobrej jakości (wzięłam swojską) 10 cm tłustej kiełbasy (wzięłam grube frankfurterki piknikowe) 4 plasterki boczku 2 puszki białej fasoli 2 puszki pomidorów w zalewie kartonik 0,5 litra zagęszczonego soku pomidorowego mały słoiczek koncentratu cebula 3 ząbki czosnku gałązka świeżego rozmarynu łyżka majeranku sól, pieprz, łyżka cukru - do smaku
Kiełbasy kroję w dość cienkie półprasterki, boczek w kostkę
wrzucam na patelnię z minimalną ilością tłuszczu (wiecej wytopi się z samej kiełbasy)
W trakcie gdy kiełbasa się smaży - płuczę na sicie fasolę z puszki
Gdy kiełbasa robi sie rumiana i chrupiąca (i w tym momencie miałam myśl że mogłabym tą podsmażoną kiełbasę prosto z patelni w całości wyjeść i zacząć robić fasolkę po bretońsku za jakąś godzinkę)
siekam czosnek, cebulę i rozmaryn i dorzucam na patelnię
Gdy cebulka się zeszkli zbieram z dna patelni nadmiar tłuszczu...
danie smakuje mi bardziej jeśli nie jest wściekle tłuste... Dorzucam do patelni wypłukaną fasole
Otwieram puszki z pomidorami.
Sok wlewam na patelnię a same pomidory - kroję w grubą kostkę
Wrzucam na patelnie
I zamuję się sosem. Do miski wlewam zageszczony sok pomidorowy, dodaję do niego 2 łyżki stołowe koncentratu pomidorowego i łyżkę cukru. Porządnie mieszam.
Dolewam na patelnię, Prawie gotowe - fasolka potrzebuje jeszcze tylko przypraw ( majeranku...
...soli, pieprzu i jeśli pomidory nadal są mocno kwaśne - to cukru. ) i półtorej godziny mojej cierpliwości... bo tyle mniej więcej czasu potrzebuje spędzić na niedużym ogniu pod przykryciem
żeby wszystkie smaki doskonale się przegryzły... Zresztą dla mnie to jedno z tych dań, które następnego dnia smakuje lepiej niż to świeżo zrobione....
Wiem, że to nie jest najbardziej fotogeniczne dane na świecie... ale to jak smakuje rekompensuje mi wszystkie podłe zdjęcia. Fasolka była moim obiadem i kolacją przez 2 dni i ani przez moment nie czułam się znudzona.
niedziela, 22 stycznia 2012
Ganache czekoladowy to podstawa kilkunastu fantastycznych deserów... ostatnio dostałam w prezencie tonę gorzkiej czekolady (Łukaszowi piękne dzięki :* ) wiec przez najbliższych kilka dni pewnie będzie na blogu zatrzęsienie deserów z czekoladą... Na początek wiśnie. Deser totalnie z mojej bajki - wytrawny i soczysty...
GANACHE CZEKOLADOWY 250 ml śmietany kremówki (wolę 30%) 200 gr czekolady (ulubionej: gorzkiej, mlecznej, białej) Jeżeli ganache robi się z równych proporcji czekolady i kremówki - tężeje mocno i można z niego robić np. czekoladki - wypełniać sylikonowe foremki kremem czekoladowym - wstawiać do lodówki i wyciągać z niej śliczne czekoladowe pralinki.... To też doskonała polewa do ciast... Tu dałam trochę mniej czekolady - żeby warstwa na wiśniach nie była bardzo twarda...
Wystarczy posiekać czekoladę
a kremówkę zagotować w garnuszku
Gdy tylko zacznie wrzeć - zdjąć z ognia i wrzucić do gorącej śmietanki czekoladę
i mieszać przez chwilę
aż czekolada się kompletnie rozpuści.
I gotowe.
WIŚNIE - 2 opakowania mrożonych wiśni - 3 łyżki cukru - ganache czekoladowy
Teraz wystarczy wrzucić do garnuszka mrożone wiśnie i zagotować Gdy częśc soku odparuje dosypuję do wisni odrobię cukru - tylko tyle żeby nie były przerażająco kwaśne.... Do małych miseczek nakładam po 2-3 łyżki wiśni i polewam podobną iloscią czekolady.
Wstawiam do lodówki żeby ostygły i stężały.. Można też posypać je płatkami migdałow lub siekanymi orzechami (ja miałam nerkowce w syopie klonowym - wiec do częsci porcji je wykorzystałam...)
Nie przyznam się nigdy i przed nikim ile porcji zjadłam!
|